Czy można napisać coś jeszcze po Beethovenie? – wypowiedział Schubert po wysłuchaniu Kwartetu smyczkowego cis-moll właśnie Beethovena. A jednak można – odpowiedzielibyśmy dzisiaj, wiedząc, że i Franz Schubert dołożył niemałą cegiełkę do historii muzyki postbeethovenowskiej. Prawda, że nikt już nigdy nie osiągnął takich szczytów jak autor 9 monumentalnych symfonii, ale wiele do napisania jeszcze zostało. Sam Schubert pozostawał i pozostaje nadal trochę w cieniu tria Bach-Mozart-Beethoven. Nie do końca zasłużenie.

Pochodził z wielodzietnej rodziny i gdyby nie przyjaciele – nie mógłby zająć się tak niedochodowym zajęciem jak komponowanie. Uchodzi za prekursora romantyzmu w muzyce, ale należało podkreślić raczej, że próbował podążać ścieżkami wyznaczonymi przez Beethovena. Widzimy to zwłaszcza w jego symfoniach, kwartetach smyczkowych czy sonatach fortepianowych. To, co było najbardziej romantyczne w Schubercie, wyrażało się w najpiękniejszych pieśniach, jakie kiedykolwiek napisano – tu rzeczywiście zarówno muzykolodzy, jak i zwykli melomani są zgodni: to arcymistrz pieśni. A także w małych formach fortepianowych. Fortepian Schuberta brzmi niezwykle subtelnie, wyrafinowanie, styl jest bardzo indywidualny, melodie bardzo śpiewne z nutką sentymentalizmu i melancholii. Bardzo to wszystko romantyczne – ale zarazem jakże inne od Chopina czy Schumanna! Posłuchajmy dziś jednej takiej przepięknej miniatury, która wyszła spod pióra Schuberta, jednego z najbardziej niezwykłych kompozytorów w historii.