Mozart opuszczał Salzburg i udawał się do Wiednia, by zawładnąć muzycznym światem. Zadanie nie należało do najłatwiejszych – musiał stawić czoła nie tylko hordzie kompozytorów, zwłaszcza z Włoch, jak i opinii ojca, który niechętnie przyglądał się, jak go ukochany syn opuszcza. Cóż robić – zostać na prowincji, dawać lekcje klawesynu i śpiewu rozkapryszonym tutejszym burżujkom czy zdobywać świat? Nie było wyboru. Trzeba było ruszać do ówczesnej stolicy muzycznego świata.

Żeby dostać się na ówczesne muzyczne wiedeńskie salony, trzeba było wystawić przebojową operę. Nadarzyła się okazja. Cesarz Józef II marzył o narodowej operze niemieckiej. Temat nasunął się sam: wszechobecna ówczesna moda na egzotyczną Turcję zrodziła wielką liczbę dzieł – różnej wartości – z licznymi wpływami tureckiej kultury, literatury, muzyki. Mozart pisze  Uprowadzenie z Seraju – operę (a dokładniej mówiąc  singspiel – utwór sceniczny oparty na tekście mówionym ze wstawkami muzycznymi), która stanie się jego najpopularniejszym utworem tego typu za życia. Melodramatyczno-przygodowa fabuła, przebojowe, popisowe arie, melodie z lekka trącące turecczyzną, dzwonki, bębny – wszystko to zadecydowało o popularności dzieła. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby Mozart powściągnął swój geniusz i przygotował muzykę bardziej strawną dla ówczesnego komercyjnego odbiorcy. Sam Cesarz podsumował: Za dużo nut, Herr Mozart. Na szczęście dla muzyki, Mozart znał się na niej lepiej od Cesarza.

Jutro przestudiujemy sobie w ogólnych zarysach fabułę – dziś zapraszam do wysłuchania genialnej uwertury: