Pierwsza. Prawdziwe otwarcie najważniejszego cyklu w historii muzyki. Tylko cykl kwartetów smyczkowych i sonat fortepianowych – notabene też Beethovena – mają podobną renomę.

Wolny wstęp zaczyna się tak, jakby był wyjęty z kontekstu, jakby dopiero co kończył – a nie zaczynał – jakieś dzieło. Inicjalny akord – nie w głównej tonacji dzieła – zdaje się nawet nie pasować! Po kilkunastu sekundach trochę z nami igra – odrobinę na sentymentalną nutę, z wyraźnymi modulacjami tonacji. Przechodzimy też tak jakby mimowolnie do części szybkiej, której temat – już jest wyraźnie „Beethovenowski”. Mocno zakreślony, z dużymi wahaniami dynamiki. Zadziwia ważna rola instrumentów dętych, które potraktowane są niekiedy jak równorzędny partner dla smyczków. Drugi temat też jakby pojawiał się znienacka. Niby wszystko takie klasyczne, pachnące momentami Mozartem i – jeszcze bardziej – Haydnem, ale zarazem wszystko jakby inne, zarysowane wyraźniejszą, odważniejszą kompozytorską kreską. Beethoven się nie patyczkuje. Finał części pierwszej jest przepiękny. Nie za długi, nie za krótki, nie przesadnie pompatyczny, ale czujemy, że to mocny finał.

Tematy części wolnej mają w sobie coś z przekornego, z lekka ironizującego charakteru. Trochę sobie żartuję – zdaje się mówić do nas kompozytor – trochę puszczam oczko, trochę flirtuję, trochę wzruszam. Trochę uspokajam, trochę się droczę, trochę zadziwiam. To trochę decyduje o tym, jak to niezwykły fragment.

Trzecia część, menuet, zadziwia jeszcze bardziej – taki menuet – nie-menuet. Zbyt to szybkie, zbyt dzikie, zbyt nieprzewidywalne jak na wdzięczny taneczny menuetowy krok. A jednak wszystko zdaje się przyprawione rytmicznym tańcem.

Część finałowa – z początkowym przedziwnym wolnym fragmentem, taką jakby ironiczną zapowiedzią – pokazuje już naprawdę Beethovenowski pazur. Bogactwo motywów uderza niemal od samego początku. Brzmi niczym z Mozarta, ale tak jakby z dodatkowym zacięciem – tak jakby motywy chciały się skończyć tu szybciej niż u wielkiego poprzednika. Czujemy ten dynamiczny kontrastowy temperament, z jakiego jest znany. A to dopiero symfoniczne przedbiegi najważniejszego twórcy muzyki w historii.