W tym roku – z wiadomych względów – nie odbył się konkurs  Eurowizji. Można biadolić na coraz bardziej podupadający poziom artystyczny, coraz bardziej zagmatwane oraz polityczne reguły przydzielania punktów i coraz większą komercjalizację wydarzenia, niemniej jednak warto z nostalgią powspominać dawne czasy, w których ów konkurs miał i renomę, i był długo oczekiwanym wydarzeniem. W 2020 r. w pierwotnym terminie konkursu, czyli 16 maja, zorganizowano widowisko pt.  Eurovision: Europe shine a light (Światło dla Europy).  My jednak powspominajmy największy sukces, jaki odniosła na  Eurowizji polska piosenka – chodzi oczywiście o niezapomniany występ Edyty Górniak, która o włos otarła się o zwycięstwo w 1994 r., przygrywając z piosenką irlandzką – zdaniem wielu krytyków zdecydowanie słabszą i bardziej sztampową.

Proponuję również powspominać dwa chyba największe sukcesy w historii  Eurowizji – tzn. artystów, którzy zrobili największą i w pełni zasłużoną karierę.

6 kwietnia 1974 r. świat oszalał na punkcie szwedzkiego zespołu ABBA. W trakcie 19. konkursu Eurowizji międzynarodowa publiczność po raz pierwszy usłyszała piosenkę Waterloo – przełomową jak na tamte czasy nie tylko dlatego, że Szwedzi nie śpiewali w języku ojczystym, ale przede wszystkim dlatego, że w miejsce rzewnych ballad widzowie usłyszeli przebój na wskroś dyskotekowy, ujrzeli wykonawców w świetlistych strojach. Nic dziwnego, że to właśnie ten przebój w 2005 r. został wybrany najlepszym w 50-leniej historii konkursu.

Warto wspomnieć również o ogromnym sukcesie piosenki Insieme Toto Cutugno, który zwyciężył 1 992 r.