Błyskawica. Strzała. Żółta koszulka lidera. Nasz rowerowy guru. Mistrz.

Nie straszna Mu żadna pogoda. Żaden morderczy podjazd. Żadne rowerowe wyzwanie. Jakim cudem czy magicznym zaklęciem ma wszystkie wojewódzkie (a zapewne i ogólnopolskie) trasy rowerowe w głowie – pozostaje nieodgadnioną po wsze czasy tajemnicą. Trasy? Wszelkie ścieżynki, niewidoczne na mapie, ledwo widoczne gołym okiem na ziemi, wszystkie skróty, objazdy i punkty widokowe. Encyklopedia. Niezawodny przewodnik.

Niezależnie jakim mianem określamy pana Jerzego Prychodę, jedno jest pewne: pan Jerzy sprawia, że nasze wyprawy rowerowe mają w sobie coś niepowtarzalnego i magicznego. Domyślamy się, że gdyby świta Wolanda z Mistrza i Małgorzaty jeździła po Moskwie rowerami, musiałaby czynić to tak właśnie jak pan Jerzy. Tak musiał jeździć po całej Francji jeden z najsłynniejszych pisarzy i myślicieli drugiej połowy XX w., a już z całą pewnością najsłynniejszy pisarz-rowerzysta Emil Cioran.

I otóż w środę 29 lipca bieżącego roku panu Jerzemu przytrafiło się pojechać na Półwysep Helski i z perspektywy wygodnego rowerowego siodełka obejrzeć początek tudzież kraniec Polski (punkt widzenia zależy od punktu siedzenia) – tam, gdzie wody zatoki i morza bezpardonowo się ze sobą zderzają. Nie mogliśmy nie wspomnieć o tym wyczynie. Cóż, docierając do Helu, już dalej pojechać się po prostu nie dało. Gratulujemy.

Ale pan Jerzy Prychoda – o ile wolno się tak wyrazić – to nie tylko rower. Oj nie. To zarazem skarbnica anegdot – zawsze z niebanalną puentą, nietuzinkowym morałem, z historycznymi czy kulturalnymi ciekawostkami, okraszona wysokopoziomowym, iskrzącym subtelnościami dowcipem. Baczny obserwator natury, dusza towarzystwa.

Dziękujemy.

Zdjęcia udostępnione zostały przez pana Jerzego Prychodę.