Dzień dobry.

Ale żem narozrabiał. Ledwo zakomunikowałem Państwu wiosnę, a tu z wielkim impetem wróciła do nas zima. No cóż, trzeba zatem się poprawić.

W muzyce ciężko znaleźć utwory bardziej popularne niż  Cztery Pory Roku Vivaldiego.  Ksiądz o pseudonimie  Rudy lubił czasami  zrywać się ze sprawowanych mszy, by zapisać jakiś kawałek muzyczny, który akurat w danym momencie wpadł mu do głowy. I w ten oto sposób boskie natchnienie okazywało się ważniejsze od liturgii. Z pożytkiem dla Sztuki. Czy również dla duchowości samego Vivaldiego? Wsłuchani we wspaniałe melodie włoskiego mistrza odpowiedzieć nie możemy inaczej niż: oczywiście!

Słynne Cztery Pory Roku to cykl 4 koncertów skrzypcowych napisanych na podstawie anonimowych sonetów, które być może napisał sam Vivaldi. W partyturze zaznaczono, które fragmenty tekstu odnoszą się do których momentów muzycznych. Na pewno wiele razy Państwo je słyszeli – dziś zatem proponuję Zimę i w wyjątkowym wykonaniu, bo na instrumentach historycznych, czyli z epoki Antonio Vivaldiego. Brzmią jeszcze bardziej niezwykle, zapewniam.

Pierwsza część brzmi dość niepokojąco, burzliwie, tajemniczo. Druga (od 3:27) zachwyca przepiękną melodią przynoszącą radosne ukojenie z lekką nutką sentymentalizmu. W trzeciej (od 5:27) wraca chłodna aura – posępne i trwożliwe solo skrzypiec przypomina nam, z jaką porą roku mamy do czynienia, ale po chwili wszystko się uspokaja – nie na długo jednak. W finale znów słyszymy trochę zawiei i zamieci.