Współcześny podział na muzykę tzw. poważną i rozrywkową jest dość niefortunny. Nawet muzyka rozrywkowa może być bardzo poważna, a nawet głęboka (choć – nie oszukujmy się – zazwyczaj są to trzy akordy i zawyjkowa, wylewna melodia), z kolei muzyka klasyczna bywa niezwykle radosna i stosunkowo bezpretensjonalna. W czasach Mozarta i Haydna za taką rozrywkową muzykę uchodziły m.in. serenady, początkowo od XVI wieku były to  pieśni miłosne śpiewane przy akompaniamencie gitary o zmroku pod oknem ukochanej kobiety; od XVIII wieku nazywano tak utwory zwykle na niewielki zespół instrumentalny, o stosunkowo swobodnej budowie, wykonywane w dni świąteczne w czasie koncertów parkowych. Podobnym gatunkiem muzycznym jest divertimento (z języka włoskiego dosłownie rozrywka, zabawa) – kompozycja instrumentalna o prostym charakterze, niewielkich rozmiarach i składająca się z kilku części. Divertimento pochodzi od suity, a forma wykazuje podobieństwo z wczesną symfonią. Oczywiście najsłynniejszą takim utworem jest ponadczasowe Eine Kleine Nachtmusik Mozarta – ja jednak dzisiaj proponuję inny tego typu utwór klasyczny o rozrywkowym charakterze. Słynne Mozartowskie divertimento złożone z 5 części, z których 4 to instrumentalne wersje powszechnie znanych fragmentów z oper twórcy Wesela Figara.

Wyobraźcie to sobie Państwo – letni ciepły wieczór, pełnia księżyca oświetlająca jeden z wiedeńskich przepięknych parków, a w powietrzu kołysząca się na lekkim wietrze najpiękniejsza muzyka tamtych czasów. Trochę do rozmarzenia się, trochę do podśpiewywania sobie w rytm ulubionych melodii, trochę do snu. Wypisz wymaluj nasze czwartkowe spotkania przy karaoke – tylko 250 lat wcześniej. I z inną już muzyką.